wtorek, 25 listopada 2014

Blue coat SheInside

Pamiętam z dzieciństwa książkę Janiny Porazińskiej "Niebieska dziewczynka". Jest to jedna z pierwszych lektur, które wpadły w moje ręce i dzięki którym rozpoczęłam swoją polonistyczną przygodę. Po książki sięgam bardzo chętnie po dziś dzień.
Gdy zamówiłam ten piękny płaszczyk od razu na myśl przyszła mi wspomniana wyżej pozycja. :) Choć niechętnie wypożyczana przez inne dzieci- dla mnie była to wyjątkowa książeczka.
Błękit pięknie wygląda z beżem. Ja ze wzgledu na porę roku zestawiłam go z czernią. Postawiłam na szpilki z lakierowanej skóry, kapelusz, ulubione skórzane spodnie i małą czarną... kopertówkę. :)

AWam jaka książka zapadła w pamięć z dziecięcych lat?

płaszcz tutaj/ spodnie Moodo/t-shirt Sinsay/buty Zbych Shoes (tutaj)/kapelusz Terranova/ torebka Domodi / bransoletka ByDziubeka/zegarek Allegro

sobota, 22 listopada 2014

Zapiekanka z kaszy gryczanej

Gdybyście zapytali mnie w którym z  pomieszczeń w domu spędzam najwięcej czasu bez namysłu odpowiedziałabym, że w sypialni i w kuchni. W sypialni, ze względu na to, że jestem niebywałym śpiochem i moim najgorszym wrogiem jest budzik. ;) Do kuchni natomiast uwiązana jestem z dwóch powodów: ten bardziej przyjemny- bo lubię gotować i ten wynikający z przymusu- bo jestem alergikiem.
Uczula mnie gluten, białko mleka krowiego i kakao. "O cholera, co ja będę jeść?!"- takie było moje pierwsze zdanie wypowiedziane zaraz po wizycie u alergologa. Przerażenie dopadło mnie nie tylko z tego względu, że musiałam zapomnieć o chrupkich bułeczkach i maślanych rogalikach, ale z tego względu, że gluten jest praktycznie we wszystkim. Zagęszczane są nim jogurty, dodawany jest do sosów, wędlin, past rybnych. 
Od czasu gdy postawiono mi diagnozę radykalnie zmieniły się moje nawyki żywieniowe. Na lepsze. :) Unikając glutenu wystrzegam się jednocześnie wielu niezdrowych i przetworzonych produktów. W odstawkę poszły pełne cukru jogurty owocowe, wszelkiego rodzaju batoniki, cukierki i czekolady, serniki, ciasta z kremem, chipsy, paluszki, sosy ze słoika i wiele wiele innych.
Z niektórymi ciężko było się pożegnać, ale lepsze samopoczucie i lepszy stan mojego organizmu mi ten brak rekompensują.
Ze względu na to, że tak wielu rzeczy muszę się wystrzegać ciężko mi kupić coś, co mogłabym bezpośrednio spożyć (nie wspomnę o tym, że wychodząc "na miasto" ciężko jest znaleźć w menu restauracyjnym coś, co będzie bezglutenowe, a co więcej bezmleczne i bez kakao). W związku z tym praktycznie wszystkie posiłki w ciągu dnia przygotowuję samodzielnie- stąd tak dużo czasu spędzam w kuchni. Jem bardzo regularnie (pięć posiłków dziennie) i praktycznie wszystkie przygotowuję sama. Dzień zaczynam od śniadania (ok. 7:00), później jest pora na drugie śniadanie (ok. 10:00), następnie obiad (ok.13:00), podwieczorek (16:30-17:00) i kolacja (ok. 19:30-20:00).
Skoro moja dieta jest tak restrykcyjna spytacie co jem? Ano pieczywo bezglutenowe, ciasta własnego wypieku (na bazie mąki amarantusowej, ryżowej, kukurydzianej), kasze:gryczana, jaglana, kukurydziana, ryże, makarony kukurydziane, sery i produkty kozie, produkty sojowe, własnej produkcji ;) pasty z soczewicy i ciecierzycy, warzywa i owoce do woli. :) Jest z czego wybierać. :)
Z tego wzlędu, że ciężko jest znaleźć przepisy na dania jednocześnie bez glutenu, produktów mlecznych i bez kakao postaram się raz na jakiś czas uraczyć Was zdjęciami tego, czym się żywię i przepisami, które wcielam w życie.

Dziś przepis na zdrową i sycącą zapiekankę z kaszy gryczanej. Jest to wersja mięsna, ze względu na fakt, iż w moim gospodarstwie domowym przebywa osobnik rodzaju męskiego, czyt. Mąż. 
Możecie natomiast dodać do zapiekanki kawałki filetu z indyka czy przygotować wersję bezmięsną. :)
Składniki:
2 torebki kaszy gryczanej
1 opakowanie tofu
1 opakowanie sera koziego w plastrach
1 kg pieczarek
2 czerwone papryki
1 cytryna
natka pietruszki
koperek
3 jajka
25 dag wołowego mięsa mielonego
2 ząbki czosnku
zioła prowansalskie
papryka ostra i słodka
sól i pieprz
sos balsamiczny
Kaszę gryczaną gotujemy (pamiętajcie by posolić wodę najlepiej solą morską), a następnie studzimy. 
Pieczarki obieramy, kroimy na mniejsze kawałki i dusimy. Dodajemy do nich sok z połówki cytryny, aby nie ściemniały.
Paprykę kroimy w cienkie paski i delikatnie podsmażmy na oliwie z oliwek.
Mięso dusimy z drobno posiekanym lub przeciśniętym przez wyciskarkę czosnkiem.
W tak zwanym międzyczasie rozbijamy trzy jaja do miski i lekko ubijamy doprawiając pieprzem, solą, ziołami i papryką słodką oraz ostrą.
W dużym pojemniku łączymy kaszę, pieczarki, paprykę i mięso. Dorzucamy pokrojone w kostkę tofu i ser kozi. Dodajemy poszatkowaną pietruszkę i koperek.
Całość umieszczamy w naczyniu żaroodpornym i zalewamy masą jajeczną.
Pieczemy ok 40 minut w 180*.
Podajemy z sosem balsamicznym i (jeśli jesteście w grupie szczęśliwców, którzy mogą) z sosem czosnkowym.
Smacznego! :)

W następnym poście kulinarnym przepis na pyszne łakocie bez kakao, mąki i mleka. :)

środa, 19 listopada 2014

Khaki

Zgrabiałą z zimna ręką wynurzoną z ciepłego koca piszę ten post. Brrr... W ostatnich dniach zaprzyjaźniłam się na nowo z moją puchową kurtką zimową. 
Na rozgrzewkę mam dla Was kilka zdjęć z ubiegłego tygodnia, gdy było jeszcze przyjemnie za oknem. 
Militarną kurtkę zestawiłam z czarnymi spodniami ozdobionymi ćwiekami i "mocnymi" botkami. Całość ożywiłam wielokolorowym naszyjnikiem.

 Życzę Wam ciepłego wieczoru. <3

kurtka tutaj/koszulka H&M/spodnie Stradivarius/buty Bootsy/naszyjnik Katherine

środa, 12 listopada 2014

Fuchsia Coat

Dobry wieczór! Dobry, bo w ciepłym domowym kącie i z kubkiem ciepłej herbaty w ręku. :D
Gdy za oknem coraz częściej buro i ponuro ja coraz chętniej nurkuję pod ciepły koc. Rozgrzewam się od zewnątrz i od środka. Rozpalam zapachowe świece niemalże w każdym zakamarku swojego mieszkania. Nie gardzę też grzanym winkiem z dodatkiem miodu i goździków. :)

Coraz trudniej zrobić mi sesje w plenerze. Pięć dni w tygodniu pracuję, a po pracy jest już niestety zbyt ciemno. Zostają weekendy, ale te uwielbiają płatać figle. I jak już nadchodzą to wloką za sobą deszczowe chmury.
W związku z powyższym dzisiejsza sesja miała miejsce w domowym zaciszu. Nie chciałam czekać na sprzyjające warunki atmosferyczne, gdyż czym prędzej chciałam się Wam pochwalić nowym płaszczem (tutaj).
Z różami mam problem. Po pierwsze- blondynka i róż to czesto duet zbyt banalny i nieudany. Mimo mojej szczerej miłości do pastelowych i brudnych róży nie ma najmniejszych szans na udany związek. Wyglądamy razem zbyt blado. ;) Za to fuksja... fuksja może być. Ożywia moją mdłą buźkę. 
Jak Wam się podobam w tym kolorze?

płaszcz tutaj, koszulka Reserved, spodnie Terranova, buty H&M, naszyjnik Katherine, bransoletka ByDziubeka
Do dzisiejszego makijażu użyłam kosmetyków firmy Wibo. Wybrałam maskarę stymulującą wzrost rzęs z ulubioną silikonową szczoteczką, róż w kulkach i "powiększający" usta błyszczyk z ekstraktem z z papryczki chili. Paznokcie pokryłam natomiast strukturalnym lakierem do paznokci o piaskowej fakturze granitu. 
Dziś tylko mała wzmianka natomiast w najbliższych postach zaplanowałam dla Was recenzję kosmetyków tej firmy. :) Będę też wdzięczna za Wasze opinie wspomnianych produktów.

piątek, 31 października 2014